Dlaczego kupuję polskie gry – skoro nie zawsze w nie gram?

Dlaczego kupuję polskie gry – skoro nie zawsze w nie gram?

“Kupka wstydu” to popularne określenie gier, które kupiliśmy z różnych powodów (zachcianka, przecena, jakiś bundle, itp.) i nawet ich nie ruszyliśmy kijem. Leżą czekając na przejście, a często ten moment nie nadchodzi. Nie jestem tutaj wyjątkiem i również posiadam sporą kolekcję gier, których nawet nie ruszyłem. Więc dlaczego kupuję polskie gry – skoro później w nie nie gram?

Biblioteka gracza

Z grubsza. Gry, które mam, ale których nie ruszyłem (bądź zacząłem, ale nie udało mi się przejść z różnych powodów) można podzielić na 4 grupy.

Pierwsza. To typowe zakupy impulsowe, czyli jakaś promocja. Jakaś wyprzedaż. A bo na pewno jak nie będę miał w co grać to zagram właśnie w nią (phi, i tak zawsze jak nie mam w co grać, to po prostu cisnę w Civilization – kogo ja próbuję oszukać). Na pewno to znacie. Standard.

Druga grupa to tytuły, które otrzymałem jako bloger bądź dziennikarz i po prostu nie przypadły mi do gustu bądź nie zdążyłem się nimi zająć. Nie jestem jakimś popularnym blogerem czy streamerem, a gier z tego tytułu wala się u mnie całkiem sporo.

Trzy ostatnie – polskie – gry, które kupiłem głównie w celu by je mieć. Zagrać w nie też chcę, ale to nie jest priorytet (czekają sobie na lepszy komputer).

Trzecia kategoria to są zakupy pod nowy PC. Tak. Mam parę gier, które kupiłem z zamysłem, że jak już będę miał lepszą maszynę to na pewno w nie zagram (tak, na Ciebie patrzę Quantum Break!)

No i najciekawsza kategoria to gry – o polskim rodowodzie, które kupiłem, bo w sumie… chyba tylko dlatego, że są polskie.

Wspieraj polskich twórców – kupuje polskie gry

Oczywiście, jeżeli są dobre! Wiem, że to mocno naiwne. Ale jakoś tak mam. Podam przykład. Całego Wiedźmina 3 (czyli wraz z dodatkami) dostałem od Redów jako bloger. Nie zapłaciłem ani złotówki, więc gdy pojawiła się wersja GOTY na PS4 (a to obecnie mój podstawowy system) nie wahałem się ani chwili i po prostu kupiłem. Pograłem oczywiście chwilkę, żeby nacieszyć się widokami i odłożyłem na półkę.

Gry w edycji GOTY to chyba mój ulubiony zakup. Są to tytuły już dopracowane i ze wszystkimi dodatkami. Czasami lepiej wstrzymać się z zakupem by później nie narzekać.

W przypadku Wiedźmina 3 mogę sobie jeszcze tłumaczyć, że kupiłem to GOTY, bo wersję na PC, którą ogrywałem miałem ustawioną na very low, a i tak chodziła często w 15 fpsach (za przejście tej gry w takiej prędkości powinien być jakiś aczik!), więc w końcu mogłem podziwiać ją w pełnej krasie. Ale to słabe wytłumaczenie jeżeli pograłem raptem parę godzin, prawda?

Zabawniej jest z Frostpunkiem. Tytuł mega ciekawy, ale raczej nie dla mnie. A ponadto, mój komputer tego nie uciągnie. I w ten oto sposób kolejna fajna gra trafiła na półkę (choć bardzo podobał mi się artbook dołączony do gry). No trochę się oszukuje, że jeszcze ją opiszę, ale fakt jest taki, że na razie nie zanosi się na wymianę kompa… więc… to taki zakup dla zakupu. Żeby stało na półce.

We. The Revolution

A dziś kupiłem inny polski produkt. Czyli We. The Revolution. Jak odpali to pewnie zagram, bo ciekawa oprawa i fajny pomysł. Ale… wydaje mi się, że kupiłem ją bo ma ładne wydanie i jest to polska gra, a polskich twórców należy wspierać. Teraz to brzmi dopiero naiwnie, co nie?

We. The Revolution – niezłe wydanie kolejnej polskiej gry – aczkolwiek nie lubię artbooków bez opisu. A wyroku spodziewałem się na lepszej jakości papierze.

Niezależnie od tego, co mówił mi mój wewnętrzny głos na temat tego, dlaczego warto kupić We.The Revolution fakt jest jeden. Mam całą masę polskich gier, które kupiłem, ale nawet nie zagrałem. A jeżeli nawet dostałem je za free to i tak, później kupiłem dla faktu posiadania kupionej kopii.

Nie twierdzę, żeby kupować na siłę jakieś gnioty. Ale tytuły zespołów, którym w jakiś sposób kibicujecie – myślę, warto nabyć. Nawet, żeby pograć godzinkę i odłożyć. Wasz zakup to dla nich, nie tylko jakiś niewielki zarobek. Ale również szansa na rozwój.

Nie podciągam tego pod jakiś patriotyzm (to ostatnio strasznie zbrukane moim zdaniem słowo – i to jest bardzo przykre), ale to kwestia moralnego wyboru. I tak niewiele już mamy w kraju marek, które się rozwijają.

Czy mój jeden zakup ma znaczenie dla polskich twórców? Raczej niewielki, ale to tak samo jak z kupowaniem żywności. Można tanio z marketu albo trochę drożej od polskiego dostawcy. Sami oceńcie czy warto.