Pierwsze wrażenia z bety Ghost Recon: BreakPoint – Nomad Out

Pierwsze wrażenia z bety Ghost Recon: BreakPoint – Nomad Out

Przez ostatnie trzy dni udało mi się trochę pograć w Betę Ghost Recon: BreakPoint. Jako weteran poprzedniej odsłony postanowiłem skrobnąć parę słów nt. tego co mi się w niej podoba, a co nie.

Poprzednia odsłona cyklu, kupiła mnie. Widziałem jej wady – powtarzalność i schematyczność. Ale miała swój urok. Klimat Boliwii, niesamowitą mapę, przyjemne strzelanie i znośną fabułę.

A tutaj? Po pierwszej godzinie byłem załamany, ale nie uprzedzajmy faktów jak mawiał Wołoszański.

Beta, becie nie równa

Dwa lata temu grałem w zamkniętą i otwartą betę GR:Wildlands. Co zmusiło mnie do trzykrotnego rąbania tego samego fragmentu fabuły. Szczerze powiedziawszy, uważam to, za solidny fakap twórców, ale o dziwo… nie męczyło mnie to. Po prostu się grało przyjemnie i tyle.

Więc, tym razem również ochoczo przystąpiłem do bety. Wydaje mi się, że tyle godzin co natłukłem w Wildlands oraz fakt, że w bety też grałem daje mi patent na wstępną ocenę Breakpoint. Jedziemy!

Beta Ghost Recon: BreakPoint

Pierwsza wątpliwość, która mnie dopadła to fakt, że tym razem całą grę mamy przejść w pojedynkę grając w singla (w poprzedniej części towarzyszyło nam 3 Duchów sterowanych lepiej lub gorzej przez SI).

Niby nic, ale lubiłem rozmowy (powtarzalne, ale jednak) między operatorami i ogromną frajdę sprawiało mi strzelanie wspólne. Tutaj ma tego nie być. I trochę mnie to boli zwłaszcza, że…

– MULTI

… w grze pojawiają się inni gracze. Niby w sposób nieszkodliwy, bo jedynie w głównych hubach, ale jednak. Przypomina to bardzo The Division. Po jednej z najbardziej dopracowanych lokacji w grze (w domyśle), którą odwiedzimy wielokrotnie – nie czuć klimatu, bo oprócz mnie biega tam wacek_1993, kampie_w_fortnite i ze 30-tu innych osób. To pierdół. Wiem.

Jeździ się tragicznie, ale to można w miarę szybko poprawić – więc, luz

Ale mi strasznie przeszkadza wrzucanie multi, jeżeli gracz nie chce grać w multi. A ma prawo nie chcieć! No, jak to zobaczyłem, to całe to budowanie napięcia we mnie upadło – ja wiem, że to nie jest realistyczna gra. Ale jakoś tak to nie jest po mojemu fair. A to nie koniec nawiązań do gier Ubi!

– Lootowanie?

Główne menu przypomina to znane z Assassin’s Creed: Odyssey bądź Origin – czyli za pomocą prawego grzybka sterujemy kursorem. Samo w sobie, złe to nie jest. Ja to czytam nawet jako plus. Ale to nie jest jedyne nawiązanie do Odyssey.

Twórcy BreakPoint wsadzili w swoją grę mechanikę lootu z Odyssey. Czyli w przeróżnych skrytkach znajdujemy kolejne elementy broni i strojów. Nie brzmi źle? Nie. A jak Wam powiem, że te wszystkie elementy mają teraz poziomy? Tak, stroje też.

W poprzedniej odsłonie strój był jedynie skórką i na nic nie wpływał – tutaj jest inaczej. Strój i broń dobierasz pod kątem poziomu, a nie tego czy ci się podoba czy nie.

Lubisz czapkę? Tutaj musisz mieć kask, bo ma więcej lvl. Nie no, przesadzam. Ale lootowanie?

Owszem, tak samo jak w Odyssey istnieje opcja by „wygląd” ustalić na twardo (np. Nomad nosi ciągle tą samą czapkę, ale w ekwipunku ma wstawiony kevlarowy kask +11lvl) i jest to jakiś pomysł dla takich graczy takich jak ja, ale… no… nie podoba mi się to do końca. Nie wiem też, czy tak samo działa to w kontekście broni – bo nie zdążyłem tego sprawdzić osobiście.

Czytałem na Kotaku, że twórcy zdecydowali się na taki krok, bo ponoć wielu graczy poprzednią część przechodziło w jednym ubraniu, a broń zmieniali sporadycznie. No, ale to źle?!

Faktycznie, ubranie zmieniłem może ze 3 razy, a broń parę razy (cały czas zestaw karabin szturmowy z granatnikiem + karabin wyborowy i półautomat), ale kolega z którym grałem w coopa grał zupełnie inaczej (CKM + strzelba). I co to komu przeszkadzało, że graliśmy przez całą grę praktycznie tym samym? Może się czepiam, sam już nie wiem.

– Wykonanie

Przedostatni minusik ląduje w… wykonaniu. Grając w betę poprzedniej części, tak naprawdę miałem do czynienia z gotowym produktem. Nie pamiętam, żeby graficznie coś niedomagało. To była gotowa gra.

Pierwszego wieczora nie pograłem za dużo

Tutaj nie miałem tego uczucia. Moja postać zatapiała się w gruncie do kolan, w jednej z jaskiń tekstury wariowały, a ruchy postaci niekiedy były koślawe.

To prostu trawa – a nie jakieś bagno.

Zazwyczaj nie zwracam uwagi na takie rzeczy , ale tym razem było tego tyle, że musiałem napisać. No i miałem w pamięci, to jak dopracowana była poprzednia beta.

– Klimat

Ostatni minusik ląduje… w klimacie. To nawet nie jest może zarzut. Po prostu, rozpoczęcie poprzedniej części mi bardziej przypadło do gustu. Ponadto, BreakPoint dzieje się na archipelagu Aurora, która przypominam skrzyżowanie Doliny Krzemowej z Nową Zelandią.

Z tego dronga wylatają roje dronów – wiem, jak to brzmi

I niby super. Ale jednym z ogromnych atutów Wildlands było umieszczenie akcji gry w realnym miejscu. Takim, które gracz umiał sobie w głowie zwizualizować. Boliwia – to wiem, jest gdzieś w Ameryce Łacińskiej i jest tam realny problem z kartelami narkotykowi. Pomysł na tajną misję Duchów w Boliwii nadzorowaną przez CIA był całkiem realny i działał na wyobraźnię.

Jeden z hubów w grze, a w nim cała masa innych graczy online

A teraz, co dostajemy? Bojowe drony na fikcyjnym archipelagu Aurora w 2025 roku. Naprawdę? TO ma właśnie działać na wyobraźnię? W Watch Dogs_2 to może i działało, bo działało się właśnie w Dolinie Krzemowej. Dla mnie pudło.

+ Strzela się dobrze

Teraz pora na parę plusików. Może to za dużo powiedziane, chodzi raczej o to, że daję temu szansę. Przede wszystkim, nadal się świetnie strzela, a headshot to headshot. Jedna kula = jeden zabity.

Strzela się tak samo dobrze jak w Wildlands

Widząc te wszystkie poziomy sprzętu wystraszyłem się, że będzie jak w The Division, gdzie wrogowie pęcznieją od ołowiu aż miło (nie znoszę tego). Potwierdzam – strzela się praktycznie tak samo jak w Wildlands.

+ Zadania

Zadania i śledztwa. Rozgrywając kilka pierwszych – trzymają poziom poprzedniczki, więc nie powinny nudzić.

Taka ciekawostka. Tajna baza rebeliantów w dżungli – ale kawka z kapsułek;)

+ Przetrwanie.

W grze – nowość. Można np. wytaplać się w błotku i w ten sposób być niezauważonym. To jest ok. Tak samo, jak leczenie poważnych schorzeń, tutaj może kryć się jakiś potencjał.

Kitranie się w błotku i trawce może być ciekawe

Na razie… tak sobie

Nie wiem czemu, twórcy na siłę z całkiem fajnej i w miarę oryginalnej produkcji jaką był GR:Wildlands tyle bierze z The Division i AC: Odyssey. Ja rozumiem, że w tamtych tytułach to działało i było fajne, ale jak zaczynamy wszystkie gry opierać o ten sam mechanizm to one mogę się szybko… znudzić. Nie wydaje Wam się?

Na pewno dam szansę finalnej wersji BreakPoint. Na 100%, ale niech będzie przestrogą fakt, że po godzinie wczorajszego grania w BreakPoint usiadłem na chwilę do Wildlands… i grałem w nią 3 godziny. Sam nie wiem, kiedy to zleciało.