Wzięliśmy udział w programie „PolSailing – Cała Rodzina pod Żaglami”

Wzięliśmy udział w programie „PolSailing – Cała Rodzina pod Żaglami”

W pierwszy weekend września wzięliśmy wraz z młodym i Retrowife udział w programie „PolSailing – Cała Rodzina pod Żaglami”, który ma na celu przybliżenie żeglarstwa „maluczkim”. Mam dla Was parę przemyśleń po paru godzinach spędzonych nad Zegrzem.

Nie umiemy się bawić nad wodą

Mimo, że Polska ma dostęp do morza (szach-mat Czesi!) to kultura pływania i spędzania czasu nad wodą ogranicza się w większości przypadków do rozpalenia grilla na plaży, ewentualnie wyjścia na basen.

Może przesadzam (mam nadzieje, że przesadzam), ale brak edukacji i być może możliwości sprawiają, że Polacy nie umieją pływać (a co gorsza) ani bezpiecznie się nad wodą zachowywać (dawniej np. marynarze nie uczyli się pływać by nie kusić losu – ot taki przesąd).

O tym mogą świadczyć policyjne statystyki. W br. od czerwca do września utopiło się – UWAGA – 259 osób. Innych wypadków nad wodą nie sprawdzałem, ale chyba liczba daje jakiś pogląd.

Sytuację próbuje zmienić od paru lat Polski Związek Żeglarski organizując w sezonie letnim akcję PolSailing. W tym roku, dodatkowo jednym z odłamów programu był Rodzinny PolSailing dla rodzin. I własnie w tym programie udało się nam uczestniczyć.

Rodzinny PolSailing

W niedzielny poranek wsiedliśmy do Garbusa i pojechaliśmy nad Zegrze, gdzie zgodnie z założeniami programu mieliśmy pływać przez 2 godziny na jachcie. Podróż minęła sprawnie i trafiliśmy do filii Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego nr. 2 w Zegrzu.

Na miejscu zostaliśmy powitani przez PRZEMIŁYCH ludzi. Słyszałem kiedyś taką plotkę, że żeglarze należą do jednych z najbardziej towarzyskich i uprzejmych ludzi – bardzo możliwe!

Wszyscy, począwszy od pani zajmującej się zgłoszeniem, poprzez instruktora a skończywszy na panu, który pomógł cumować – wszyscy byli tak bajecznie mili. Po prostu nie mogłem wyjść z podziwu.

Po spełnieniu wymogów formalnych (trzeba było mieć między innymi wykupione indywidualne ubezpieczenie) udaliśmy się całą rodziną na jacht i rozpoczął się nasz 2-godzinny rejs po Zegrzu.

Żaglówką po Zegrzu

Nie ma sensu opisywać samego rejsu, choć trzeba zaznaczyć, że wiatr dopisywał i radość z samego żeglowania była przednia. Jako – w sumie – pasażerowie mogliśmy się przyjrzeć jak to wszytko działa, a instruktor cały czas opowiadał o żeglarstwie rekreacyjnym i samym zalewie Zegrzyńskim.

Gdy młody mógł sterować to bawił się całkiem nieźle

W pewnym momencie syn mógł spróbować
samodzielnie sterować i to był najciekawszy dla niego moment. Z pomocą naszego instruktora, który dbał o pracę żagla, Kuba sterował, prowadząc jacht delikatnie na halsie .

Pod koniec rejsu mogliśmy trochę pomóc przy cumowaniu i zwijaniu żagla (tzw. klar/klarowanie). Na tyle, na ile pozwolił nasz brak doświadczenia.

Coś tam próbowałem zwijać kiedy trzeba było, na tych moich koślawych nóżkach

Nie da się ukryć, że morze i woda od jakiegoś czasu mnie fascynuje, więc ja bawiłem się przednio. Syn trochę mniej. Ma 9 lat i samo pływanie go trochę uśpiło. Rozbudził się za to podczas sterowania i cumowania. Pozostała część rejsu nie zabawiła go aż tak bardzo jak mnie.

Mit żeglarstwa?

Żeglarstwo to przedziwny sport. Czy to jest dla każdego, za krótko pływaliśmy by o tym wyrokować. Pod żagle zapewnie jeszcze wrócimy i na pewno zdam relację.

Czy to sport dla każdego? Kurde, ciężkie pytanie. Nasz instruktor twierdził, że jak najbardziej i nie ma powodu by mu nie wierzyć. Taka samo wypowiadał się Maciej Szafran z Wydziału Rozwoju i Upowszechniania Polskiego Związku Żeglarskiego. Jego zdaniem:

Nie trzeba mieć przecież ani własnego, ani drogiego jachtu, aby żeglować. Nie trzeba żeglować na morzach i oceanach, można na jeziorach, rozlewiskach, rzekach a nawet stawach. Nie trzeba być mistrzem olimpijskim, można robić to amatorsko i wyłącznie dla przyjemności..

Z drugiej strony… to sport trudniejszy w wyobrażeniu niż na przykład piłka nożna. Tutaj nie wystarczy kupić piłki i pary butów, żeby uprawiać żeglarstwo.

Czarter łodzi kosztuje (choć są też szkółki i rozmaite programy, więc teoretycznie można to ominąć), dojazd nad jakąś większą wodę też (my do Zegrza jechaliśmy ponad godzinę autem, więc posłanie dziecka samodzielnie w taką podróż to spokojnie 2 godziny komunikacją miejską).

Żeglarstwo jako sport?

Ten sport jest też dość specyficzny, trochę jak rajdy. Osoba, która chce tym żyć musi przyswoić dużą bazę wiedzy, żeby to rozumieć. Świetnie tu pasuje ostatni felieton Mateusza Kusznierewicza w najnowszym miesięczniku Żagle.

Z badań i obserwacji wynika również, że żeglarstwo jest trudne do zrozumienia i śledzenia. Na świecie jest ponad osiem tysięcy klas jachtów. (…) Zrozumiały przekaz jest zatem trudny do sformułowania.

To wszystko jest skomplikowane. Mimo starań PZŻ ciężko trafić do ludzi z wodą niezwiązanych. Ja osobiście trafiłem na wzmiankę o programie w czasie lektury jednego z numerów „Żagli” – ktoś kto się nie interesuje pływaniem raczej do tego miesięcznika nie zagląda.

Wśród materiałów do pobrania był między innymi ten oto plakat oraz książeczka dla dzieci w formie PDF’a o żeglowaniu na Optymistach

Mimo to, osób zainteresowanych programem było tyle, że uruchomiono dodatkowe terminy (wiem, bo sam w dodatkowym terminie odbyłem rejs). Jak przekazał mi koordynator programu, w Rodzinnym PolSailingu miało wziąć udział 3260 osób. Całkiem sporo jak na pierwszą edycję programu.

Ja nie będę wkładał kija w szprychy. Mimo iż uważam, że program można było rozreklamować w innych miejscach, szerzej (choć z drugiej strony, skoro zainteresowanie i tak było ogromne, to może nie było trzeba?) to obie rękami wspieram takie działania.

Żeglarstwo wygląda na uczący odpowiedzialności i przyjaźni sport. Być może wymagający większych nakładów finansowych niż kopanie gały, ale może warto właśnie na taką aktywność fizyczną przeznaczać 500+? Wbrew pozorom w Polsce jest gdzie pływać i chyba, warto z tego korzystać.

Ja zostałem kupiony bez reszty i mam nadzieje niedługo pojawić się na kursie żeglarskim jak tylko finanse pozwolą. I dam Wam znać jak to wygląda.