Tysięczny numer komiksu Kaczor Donald – moja przygoda z komiksami

Tysięczny numer komiksu Kaczor Donald – moja przygoda z komiksami

W tym tygodniu został wydany tysięczny numer czasopisma Kaczor Donald. Oczywiście pognałem do kiosku by go kupić, a to obudziło moje wspomnienia z komiksami, których jako dziecko byłem ogromnym fanem.

Jakiś czas temu natknąłem się w czeluściach fejsbuka na wydarzenie Wszyscy kupujemy 1000. numer Kaczora Donalda. Jak łatwo się domyślić, chodziło w nim o to by kupić tysięczny numer tego czasopisma. No i kurcze, nie mogłem się oprzeć. Bo od wielu lat komiksów nie czytam, to jednak został mi sentyment.

Najpierw kaczki

Nie pamiętam, który komiks był pierwszy. Wszystko mi się zatarło z biegiem lat. W pamięci mam, że był nim pierwszy polski numer Green Lantern, ale to chyba nieprawda.

Tylko dwa numery mi się ostały z Mickey Mouse

Najdłużej w życiu kupowałem Kaczora Donalda (a wcześniej Mickey Mouse, Donald i Spółka, Giganty i inne Miki Maxy) i tak, miałem pierwszy numer. Ale najprawdopodobniej dziadek mi spalił w piecu przez przypadek. Na szczęście kupując tysięczny numer otrzymuje się kod na pobranie pierwszego w PDFie. Miły gest!

Ten przesłodki chłopczyk trzymający świeży kartridż to ja w latach 90. Pod telewizorem marki Philips leży moja ówczesna kolekcja komiksów, rok później w tym miejscu stała Amiga 500

Rzecz jasna, traktowałem lekturę Kaczora jak rozrywkę i nie kojarzyłem autorów, ale oczywiście miałem swoje ulubione. I jak się okazuje, od dzieciaka gust mi się nie zmienił, ale o tym za chwilę.

Moje dwa niezidentyfikowane numery – ten po prawej to komiks autorstwa Dona Rosy. Jeden z moich ulubionych do dzisiaj

Wspomnienia

Z Kaczorem wiążą się piękne wspomnienia. Co środowa wyprawa do kiosku z pieniędzmi zebranymi od dziadków bądź mamy. Tego kiosku rzecz jasna już dzisiaj nie ma, ale ja go w pamięci nadal noszę. Największą frajdę Kaczor Donald sprawiał mi chyba w czasie wakacji.

Pierwszy numer, gdzieś mi zaginął, ale setny nadal mam!

Bo trzeba przyznać, że w latach 90. nic się po prostu nie działo w czasie letniej przerwy. A Kaczor Donald wychodził i często miał kartonikowe gry, w które grałem z dziadkiem (miał do mnie ogromną cierpliwość), a w późniejszych latach także gadżety.

Słynna okładka numeru 13. Komiks Kaczor Donald od tego wydania wychodził co tydzień. Okładka jest słynna z powodu niepozornego adresu widocznego na ścianie – tuż nad głowami siostrzeńców. To ulica Srebrna 16 – ta Srebrna 16. Ta od dwóch wież szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście to jedynie przypadek, a adres na okładce wziął się stąd, że własnie w tym budynku swoją siedzibę miało wydawnictwo.

Doskonale pamiętam kartonikowe gry, gadżety i poradniki. Gra Zbuduj swój Kaczogród towarzyszyła mi z kilka sezonów, tak samo jak Poradnik dla Agenta (to wtedy dowiedziałem się jak można ściągać odciski palców z przedmiotów) czy plastikowy scyzoryk.

Trzeba było kupić chyba ze cztery numery pod kolej, żeby finalnie złożyć z zebranych elementów plastikowy nożyk. Niestety do dzisiaj, żadne ze wspomnianych elementów się u mnie nie zachowało.

Życie i czasy Sknerusa McKwacza

Kiedyś nawet na blogu napisałem, że gdybym miał zabrać z płonącego domu jedną pamiątkę z dzieciństwa to byłby to właśnie komiks Dona Rosy „Życie i czasy Sknerusa McKwacza”. Posiadam pierwsze polskie wydanie tego dzieła i nie będę ukrywał, że był to chyba pierwszy komiks, który mną wstrząsnął jako dzieckiem.

Osobiście uważam ten komiks za najcenniejszy w moich zbiorach

Choć prezentowana w nim historia kończy się z grubsza dobrze, to są momenty, które były dla mnie trudne do zaakceptowania w wieku 12 lat. Zwłaszcza w komiksie dla dzieci, ale może właśnie tak trzeba? Nie będę spojlerował, ale warto przeczytać.

Dodany do tysięcznego numeru plakat autorstwa Dona Rosy dumnie wisi w moim przedpokoju, tuż pod mapą z CIVI

Najbardziej znanym autorem historyjek o Kaczkach jest Carl Barks, ale jak pewnie zdążyliście załapać, moim best of the best jest Don Rosa. Doceniam u niego dopracowanie szczegółów, dojrzały ton oraz liczne smaczki i wręcz drugoplanowe historie toczące się poza głównym wątkiem.

A gdzie Marvel…

Kaczor Donald to rzecz jasna, nie jedyne komiksy jakie czytałem. Byłem (i nadal jestem) fanem militarnych figurek i franczyzy G.I.Joe. Komiksy były rysowane prostą kreską, ale liczba wątków i postaci mogła imponować.

Tak wygląda obecnie moja kolekcja G.I.Joe

Te komiksy darzę taką sympatią, że gdy trafia się okazja nabycia jakiegoś historycznego numeru, to skrzętnie z tego korzystam. Ostatnio kupiłem np. dwa numery na Pixel Heaven tego roku.

A przecież wraz z komiksem były dostępne wtedy figurki postaci oraz pojazdy. Na pojazdy nie było mnie stać, ale figurek miałem całkiem sporo. Co ciekawe, tymi które mi zostały teraz bawi się mój syn.

Swoją drogą chyba coś poszło nie tak w świecie zabawek. Kiedyś żołnierzyki były podstawową zabawką, teraz ich prawie wcale nie ma sklepach. Ja rozumiem, że teraz wszyscy jesteśmy pacyfistami i nie zachęcamy do przemocy, ale dajcie spokój. Ale ten temat poruszyłem tutaj, więc nie będę wracał.

… i DC

Mimo wielkiego sentymentu, na pierwszym miejscu po Kaczkach zawsze było uniwersu DC. Ja wiem, że teraz na topie jest Marvel i pierdyliard filmów w tym uniwersum. Z resztą. Gdy pojawił się pierwszy Iron Man to byłem ogromnym orędownikiem tego filmu.

Parę z moich zachowanych Batmanów i jeden Superman. A co? Niech ma

Mimo to, najulubieńszy – dorosły – bohater komiksu to dla mnie Batman. Koniec kropka. I nawet trochę żałuję ostatnio, że przestałem czytać komiksy, ponieważ nadal przeglądam te już posiadane.

Na szczęście. Jestem ojcem. Bycie ojcem to tak naprawdę drugie, trochę zmodyfikowane dzieciństwo. Znowu mogę chodzić do sklepu z zabawkami, bawić się klockami czy właśnie czytać komiksy.

Tak się prezentował mój klockowy Hogwart przed rokiem.

No właśnie. Syn patrzy co ja oglądam i w co gram. I też się strasznie jara Batmanem. Z resztą cały czas przez ramię mi zaglądał w telewizor jak grałem w Batman: Arkham Knight. Z resztą wcale mu się nie dziwię – świetna gra to jest.

Swoją drogą, syn był chory ostatnio i żeby mu się nie nudziło zanadto włączyłem mu ikoniczną kreskówkę lat 90. Batmana. Wsiąkł, a ja z nim, bo w sumie czemu nie?

Wpis: GOTHAM ZAWSZE BĘDZIE JEGO DOMEM – BATMAN: ARKHAM KNIGHT

A gdybyście chcieli przeczytać, co mi się podobało architektonicznie we wspomnianym Batmania to macie link powyżej:) Tak na wszelki wypadek.